Czy bycie burmistrzem Krotoszyna wygląda tak, jak wyobrażają to sobie mieszkańcy?
Myślę, że wiele osób wyobraża sobie, że burmistrz pracuje dokładnie w tych samych godzinach co urząd, czyli od rana do popołudnia. W praktyce wygląda to zupełnie inaczej. Oczywiście są oficjalne godziny pracy, ale tak naprawdę jest to praca nienormowana. Spotkania z mieszkańcami często odbywają się wieczorami, są wydarzenia w weekendy, są sytuacje kryzysowe, które wymagają natychmiastowej reakcji. To jest praca praktycznie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.
Czy ta zmiana zawodowa była trudna dla pani życia prywatnego?
Zdecydowanie tak. Moje życie i życie mojej rodziny zmieniło się o 180 stopni. Decyzja o kandydowaniu była bardzo poważną decyzją i długo o niej rozmawialiśmy w domu. Wiedzieliśmy, że ta praca będzie wymagała ogromnego zaangażowania i że czasu dla rodziny będzie mniej. Ogromne wsparcie dostałam od mojego męża, który przejął sporą część obowiązków domowych. Bez takiego wsparcia byłoby bardzo trudno pogodzić jedno z drugim.
Zdarza się, że praca burmistrza „wchodzi” do życia rodzinnego?
Tak, bywa i tak. Czasem zdarza się, że moja córka przychodzi do mnie do urzędu, gdy muszę zostać dłużej. Staram się też, kiedy tylko jest taka możliwość, zabierać rodzinę na mniej formalne wydarzenia i spotkania. To pozwala choć trochę połączyć te dwa światy.
Jest pani jedyną kobietą burmistrzem w najbliższej okolicy. Czy na początku czuła pani, że musi coś udowodnić?
Na początku faktycznie było trochę zaskoczenia. Byłam nie tylko kobietą, ale też stosunkowo młodą osobą na tle wielu samorządowców w regionie. Dla niektórych był to pewien szok. Z czasem jednak okazało się, że to wcale nie jest wada. W pewnym sensie wyróżniam się na tle innych włodarzy i łatwiej mnie zapamiętać. Dziś nie mam poczucia, że bycie kobietą w tej roli jest jakąś przeszkodą. Mamy w Polsce wiele kobiet prezydentów dużych miast, burmistrzów czy wójtów, które świetnie odnalazły się w tej roli i wykonują fantastyczną pracę dla swoich gmin.
W samorządzie działa pani od wielu lat. Czy perspektywa burmistrza bardzo różni się od wcześniejszych doświadczeń?
Zdecydowanie. W samorządzie pracowałam wcześniej przez 14 lat, ale z zupełnie innej perspektywy. Kiedy siedzi się przy biurku burmistrza, odpowiedzialność jest dużo większa. Każda decyzja ma realne konsekwencje. Dlatego bardzo ważna jest analiza. Mam taki nawyk, że zanim podejmę decyzję, staram się wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze i dokładnie zrozumieć problem.
Mieszkańcy mogą się z panią kontaktować także w mediach społecznościowych. To świadoma strategia?
Tak, traktuję media społecznościowe jako narzędzie pracy. Sama prowadzę swoje profile i w miarę możliwości odpowiadam na komentarze mieszkańców. Oczywiście pojawiają się różne opinie – czasem bardzo pozytywne, czasem krytyczne. Trzeba mieć na to odporność, ale jednocześnie pamiętać, że to jest ważny kanał komunikacji. Dla wielu mieszkańców Internet jest dziś naturalnym miejscem rozmowy.
Czy zdarza się, że mieszkańcy zmieniają zdanie o burmistrzu?
Tak i muszę powiedzieć, że takie sytuacje bardzo mnie cieszą. Zdarza się, że ktoś mówi: „Nie głosowałem na panią, ale teraz zagłosowałbym”. To jest bardzo budujące. Zawsze wtedy odpowiadam pół żartem, że rozgrzeszam.
Jak wygląda kontakt z mieszkańcami na co dzień?
Bardzo go cenię. Dyżury burmistrza czy spotkania w różnych miejscach gminy dają ogromną wiedzę o tym, czego naprawdę potrzebują mieszkańcy. Czasem coś wydaje się oczywiste z perspektywy urzędu, a rozmowy pokazują, że ludzie widzą to zupełnie inaczej. Im więcej takich spotkań, tym lepsze decyzje można podejmować.
Jaka inwestycja jest dziś dla pani najważniejsza?
Jednym z najważniejszych projektów jest zagospodarowanie terenów przydworcowych. To ogromny obszar o dużym potencjale. Dziś ta przestrzeń nie wygląda najlepiej, a przecież jest wizytówką miasta. Dlatego przygotowaliśmy koncepcję zagospodarowania ponad siedmiu hektarów terenu. To ambitny projekt, ale wierzę, że realny.
Co ma się tam zmienić?
Chcemy stworzyć przestrzeń, która będzie impulsem rozwojowym dla miasta. Tak jak wcześniej rewitalizacja rynku czy Błoni, tak teraz tereny przydworcowe mogą stać się ważnym impulsem rozwoju Krotoszyna. Oczywiście będzie to proces etapowy i będzie wymagał pozyskania środków zewnętrznych, ale jesteśmy zdeterminowani, by ten projekt zrealizować.
Jak wygląda współpraca z innymi samorządowcami?
Moje relacje z kolegami włodarzami są dobre. Z niektórymi łatwiej się dogadać, z innymi potrzeba więcej czasu, ale generalnie współpraca jest dobra. Ja też nie mam problemu z tym, żeby zabierać głos w dyskusji i jasno mówić o naszych potrzebach. Czasem trzeba po prostu wprost powiedzieć, co jest ważne dla mieszkańców.
Co powiedziałaby pani młodym kobietom, które chciałyby działać w samorządzie?
Pamiętam bardzo dobrze początek swojej drogi w samorządzie. Miałam wtedy 21 lat i właśnie zostałam radną. Byłam jedną z najmłodszych osób w radzie miejskiej i naturalne było to, że pojawiały się różne wątpliwości – czy mój głos będzie traktowany poważnie, czy ktoś będzie chciał mnie wysłuchać. Wtedy odbyłam rozmowę z Maciejem Orzechowskim, który powiedział mi coś, co zapamiętałam do dziś. Powiedział: „Pamiętaj, że twój głos waży dokładnie tyle samo, co głos najstarszej osoby w tej radzie. Nie możesz mieć kompleksów”. To była bardzo ważna lekcja. Bo rzeczywiście młoda osoba, która wchodzi do samorządu, może mieć poczucie, że jest mniej doświadczona, że powinna raczej słuchać niż mówić. Tymczasem w samorządzie każdy mandat ma taką samą wartość. Dlatego młodym kobietom powiedziałabym przede wszystkim: nie mieć kompleksów i nie bać się zabierać głosu. Trzeba mieć przekonanie, że to, co się robi, ma sens i że warto o to walczyć. Samorząd bardzo potrzebuje ludzi z energią, zdeterminowanych, otwartych i z pomysłami.
Jak pani burmistrz odpoczywa po pracy?
Najwięcej spokoju dają mi chwile z rodziną. Czasami wystarczy zmiana otoczenia i krótki wyjazd, żeby złapać dystans. Lubię też aktywność fizyczną. Wracam powoli do biegania i bardzo lubię biegać po pobliskim lesie. Kontakt z naturą pozwala się wyciszyć i naładować baterię.
Czego można życzyć pani burmistrz?
Przede wszystkim zdrowia. I dobrych ludzi wokół siebie. Bo w samorządzie niczego nie robi się samemu. Możemy naprawdę dużo zrobić, ale tylko wtedy, kiedy działamy razem.
Komentarze (0)
Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.