23 lip / Stwosza, Bogny, Brygidy

Ratownicy zaostrzają protest. Karetki nie wyjadą do pacjentów?

Autor: M.P 17 wrz 12:09 31 odsłon

Już za kilkanaście dni na ulicach powiatu możemy nie zobaczyć żadnej karetki. Ratownicy medyczni zaostrzają bowiem strajk. Nie przyjdą do pracy. Jak mówią – są postawieni pod ścianą. Sytuacja jest więc dramatyczna, a może być jeszcze gorzej.

Wypadek na krajówce. Trzy osoby ranne. Karetka nie dojeżdża, jedna osoba umiera na miejscu. 60-latek z zawałem leży w domu, ale pogotowie nie dociera. Mężczyzna przypłaca to życiem. Rodzice wzywają pomoc do 3-miesięcznego maluszka. Dyspozytor jednak nie może wysłać karetki, bo nie ma załogi. Dziecko zapada w śpiączkę. Już za kilka tygodni tak może wyglądać nasza rzeczywistość. Bo ratownicy mają dość niedotrzymanych obietnic, uwłaczających ich godności wynagrodzeń oraz nierównego traktowania. Dlatego zapowiadają zaostrzenie protestu. I ogłaszają październik „Miesiącem bez ratownika”.

„Dla nas nie ma już pieniędzy”

Ratownicy w całym kraju protest rozpoczęli już w ubiegłym roku. Domagali się zwiększenia nakładów finansowych na sektor w którym pracują, lepszych warunków zatrudnienia i utworzenia państwowego systemu ratownictwa medycznego. Ich głównym postulatem były jednak wyższe wynagrodzenia – o czym pisaliśmy już na łamach „Gazety Krotoszyńskiej”. Udało im się wywalczyć dwa dodatki do pensji po 400 złotych brutto. Do ręki wychodzi połowa z tego. Trzecia transza miała być wypłacona w lipcu. Niestety, nie dostał jej żaden ratownik.

- Dostaliśmy tylko dwie transze i to nie wszyscy. A w ministerstwie stwierdzili, że dla nas nie ma już pieniędzy. I mamy się cieszyć z tego, co mamy – mówi Dawid Piorunek, przewodniczący krotoszyńskiego koła NSZZ Ratowników Medycznych.

Chcą godnych wynagrodzeń za pracę

Medycy poczuli się oszukani. Dotarło do nich, że dotychczasowa forma protestu – w postaci oflagowania karetek i założenia czarnych koszulek – nie przynosi efektu.

- Mówi się, że dostaliśmy 800 złotych podwyżki. Ale to jest 800 złotych podwójnie opodatkowane, czyli na rękę wychodzi tylko nieco ponad 400 złotych. Co ważniejsze – to nie jest kwota wliczona do pensji. To jest dodatek, który w żadnym stopniu nie liczy nam się np. do emerytury. I w każdej chwili może zostać nam odebrany. Jak na razie mamy obiecane, że będzie on wypłacany do końca roku – obrazuje Dawid Piorunek.

I przyznaje, że ratownik medyczny, który nie bierze nadgodzin, lub nie pracuje na dwóch etatach – nie jest w stanie tak naprawdę godnie żyć.

- Po kilkunastu latach pracy na karetce, ogromnej odpowiedzialności, ciągłego dokształcania się z własnej kieszeni, zszarganej psychiki - ratownik dostaje powiedzmy 2.500 złotych na rękę. Już z dodatkami. Czy to jest godne wynagrodzenie za taką pracę? No nie jest. A przecież odpowiadamy za ludzkie zdrowie i życie – podkreśla przewodniczący NSZZ Ratowników Medycznych w Krotoszynie.

Pod ścianą

Dlatego też medycy zdecydowali o zaostrzeniu protestu.  - W związku z lekceważeniem przez rząd i ministerstwo zdrowia naszych postulatów oraz marginalizowanie i dzielenie środowiska a także zawodu ratownika medycznego – mówią zgodnie. I ogłaszają tzw. kroczące dni bez ratownika medycznego. Co już wyartykułował ogólnopolski komitet protestacyjny. Co to oznacza w praktyce? Otóż ratownicy wyznaczyli - i to już w październiku - pięć terminów, w których w ramach protestu nie przyjdą do pracy.

- Każdy ratownik ma wybór. Istnieje zagrożenie, że albo będą szli na krótkie „L-4”, albo pójdą oddać krew i z tego tytułu będą mieli wolny dzień, lub też ci, którzy są na kontraktach nie wpiszą tych dni w dyżur – mówi Dawid Piorunek.

I przyznaje.

- Istnieje realna groźba, że karetki nie wyjadą. Podkreśla jednak, że każdy z medyków ma nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie i rząd spełni obietnice. - To nie jest łatwa decyzja, dla nikogo. Bo zależy nam na dobru pacjentów. Ale jesteśmy zdesperowani, postawieni pod ścianą. Mamy nadzieję, że do protestu nie dojdzie, że nasze postulaty będą spełnione wcześniej.

Kontynuacja?

Jeżeli jednak ratownicy nie otrzymają godnego wynagrodzenia – październikowy protest przeniesie się na kolejne miesiące. I nie obejmie dwunastu dni, a np. tylko trzy. To zaś będzie oznaczało, że ryzyko nieobsadzenia karetki będzie wyższe. Bo danego dnia więcej ratowników nie będzie w pracy. Wszyscy wezmą wolne.

Bez ratowników nie ma służby zdrowia

O planowanym proteście został poinformowany także dyrektor krotoszyńskiego szpitala.

– Mam jednak nadzieję, że ratownicy podejmując akcję, nie doprowadzą do sytuacji, w której dojdzie do paraliżu ratownictwa medycznego – mówi Krzysztof Kurowski, dyrektor SP ZOZ w Krotoszynie.

W żaden sposób nie jest w stanie przygotować się na taką formę protestu.

- Ze względu na znane problemy z brakiem kadry, w tym i ratowników medycznych – mówi. I wprost przyznaje. - Jeśli wszyscy ratownicy zaczęliby w Polsce chorować, to zamykamy służbę zdrowia.

 

⇒ Dni, w których planowany jest protest ratowników

5 – 7 października

13 – 14 października

19 – 21 października

27 – 28 października

31 października – 1 listopada

Ostatnie komentarze