05 kwi / Ireny, Wincentego

Emilka urodziła się w karetce. Poród odebrali ratownicy z Kobylina

Autor: Red 20 lut 13:19
Emilka śpieszyła się na świat - nie chciała poczekać.

- Emocje były ogromne, ale zachowaliśmy zimną krew. Gdy odeszły wody była to kwestia 2 – 3 minut. A kiedy usłyszeliśmy jej płacz – bardzo się ucieszyliśmy – mówi ratownik Piotr Wexej. To on wspólnie z kolegą - Robertem Staniewskim – odebrał poród w karetce. – Najważniejsze, że mama i dzieciątko są zdrowe. To dla nas największa nagroda i najlepsze, co może nas w tej pracy spotkać – mówią ratownicy.

 

Pani Joanna Zjeżdżałka z Jurtosina została mamą po raz trzeci. Tym razem jednak rodziła w kobylińskiej karetce – będąc dopiero w 32. tygodniu ciąży.

- 10 minut i byliśmy w sąsiednim Jutrosinie mówi Jakub Nelle, rzecznik prasowy Zespołów Ratownictwa Medycznego działających przy SP ZOZ w Krotoszynie.

A czas był tu niezwykle ważny.

- Gdy zaczęły się bóle, akcja porodowa szła tak szybko, że bałam się iż urodzę sama, w domu. Strach był tym bardziej duży, że przecież do terminu rozwiązania zostały jeszcze dwa miesiące – opowiada pani Joanna.

Porodówka w karetce

Kobylińscy ratownicy nie zwlekali ani minuty. Powiadomili szpital w Rawiczu, że transportują kobietę w ciąży. I ruszyli na sygnałach. Mała jednak nie chciała czekać na szpitalne powitanie – pchała się dziarsko na świat. Ratownicy zatrzymali pojazd w okolicy Sobiałkowa i zamienili karetkę w salę porodową. Sytuacja była trudna, bo poród rozpoczął się przedwcześnie, a jego przyjęcie w takich warunkach wymaga ogromnej wiedzy i umiejętności.

- Choć wszystko działo się szybko, wierzyłam, że dojedziemy na czas i urodzę w szpitalu. Los chciał inaczej – mówi dziś już z uśmiechem pani Joanna Zjeżdżałka.

I rzeczywiście – po ok. 20 minutach na świat przyszła śliczna Emilka.

- Emocje były ogromne, ale zachowaliśmy zimną krew. Gdy odeszły wody była to kwestia 2 – 3 minut. A kiedy usłyszeliśmy jej płacz – bardzo się ucieszyliśmy mówi ratownik Piotr Wexej.

To on wspólnie z kolegą odebrał poród w karetce.

- Sytuacja nie była łatwa, bo był to wcześniak, który jeszcze przecież rozwijał się w łonie matki. Ale gdy już było po wszystkim odetchnęliśmy z ulgą i czuliśmy wielką radość, że mama i dziecko czują się dobrze – przyznaje ratownik Robert Staniewski.

W międzyczasie ratownicy skorygowali informację do lecznicy w Rawiczu, że owszem przyjadą – ale z dwiema pacjentkami - mamą i córką. Na szczęście – obie czuły się dobrze.

- Bardzo się ucieszyłam, jak usłyszałam płacz małej. Panowie okryli ją i dali mi w ramiona. Tak dotarliśmy do szpitala - mówi jutrosinianka.

Już na miejscu dziecko zważono, zmierzono, zbadano. I przetransportowano do Ostrowa – bo tamtejsza placówka dysponuje sprzętem odpowiednim dla wcześniaków.

Mała wojowniczka

Emilka ma się dobrze, ale sporo czasu musi jeszcze spędzić w inkubatorze. W związku z tym, że urodziła się dwa miesiące przed terminem, jej płuca nie są jeszcze do końca wykształcone.

– Jest pod bardzo dobrą opieką, pije mleko z piersi, więc będzie rosła - zaznacza mama Emilki.

I dodaje.

- Jak na wcześniaka córeczka i tak była duża, a poza tym dziewczynki - są podobno silne i waleczne.

Emilka na pewno – co z uśmiechem potwierdzają ratownicy. A mama małej wojowniczki nie kryje wdzięczności wobec ratowników.

- Nie wiem, jakby się wszystko potoczyło bez nich - podkreśla jutrosinianka. - Choć to podobno był dla nich drugi taki przypadek, byli mocno zaaferowani całą sytuacją. Spisali się świetnie. Gdy tylko będzie okazja, na pewno całą rodziną osobiście podziękujemy im za przyjęcie naszej dziewczynki na świat - zaznacza Joanna Zjeżdżałka.

I podsumowuje z radością.

- Nasza córka będzie mogła się chwalić, że jej narodziny były wyjątkowe..

 

Ostatnie komentarze