Reklama

Nieoczywiste drogi do niepodległości

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Nieoczywiste drogi do niepodległości - Zdjęcie główne

Marszałek Józef Piłsudski na Placu Saskim (1928 r.) | foto Narodowe Archiwum Cyfrowe

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Historia 11 listopada 1918 roku - to data uznawana za moment odzyskania przez Polskę niepodległości. Przyjmuje się powszechnie, że po 123 latach niewoli nasz kraj odzyskał własną państwowość, którą utracił w wyniku trzeciego rozbioru w 1795 roku. Tymczasem rzeczywistość polskiej drogi na szczyt wolności jest bardziej skomplikowana, podobnie jak ścieżki do doliny narodowej niewoli. Polska nie upadła nagle w 1795 i nie odrodziła się cudownie w 1918.

Naszą opowieść zaczniemy od roku 1720. Po wielkiej wojnie północnej, gdy przez pola, wsie i miasta Rzeczpospolitej przewalały się wojska Rosji, Szwecji oraz Saksonii, a wraz z nimi głód i epidemie. Zapanował kryzys na niespotykaną wcześniej skalę. Wymarła blisko połowa ludności, ustał handel, a zasiewy nie dawały plonów. Rzeczpospolita straciła wtedy suwerenność. Była odrębnym państwem, ale zależnym od widoków polityki potężnych sąsiadów.

Przed rozbiorami

W roku 1720 w Poczdamie Prusy i Rosja zawarły deklarację o tym, że we własnym interesie będą kontrolować ustrój i politykę w Polsce. Porozumienie to było odnawiane w latach 1726, 1729, 1730, 1740, 1743, 1764. Widać, więc, że na długo przed rozbiorami Rzeczpospolita przestała decydować sama o sobie. Wszelkie próby prowadzenia polskiej polityki musiały się opierać na krajowych stronnictwach związanych z Prusami lub Rosją. Szlacheccy posłowie byli regularnie opłacani przez sąsiednie mocarstwa. Prusy stały za zrywaniem sejmów, a Rosja za powoływaniem konfederacji. Upokarzającym aktem tego spektaklu marionetek były rządy królewsko-ambasadorskie w latach 1772-1787, gdy król Stanisław August Poniatowski nie mógł zrobić nic bez zgody rosyjskiego ambasadora - Otto von Stackelberga.

Reformy Sejmu Wielkiego i Konstytucja 3 Maja 1791 były ostatnią próbą ratowania Rzeczpospolitej. Pogrzebała ją Targowica i przegrana wojna polsko-rosyjska. Błysnęła w niej bitewna gwiazda Tadeusza Kościuszki, by rozbłysnąć z jeszcze większą mocą w insurekcji roku 1794. Na nic to wszystko. Rosyjski generał Suworow zalał warszawską Pragę krwią, a trzy zaborcze czarne orły rozszarpały resztki Polski.

Królestwo Polskie

Na przełomie wieku XVIII i XIX sprawę polską związano z Napoleonem. Z ziemi włoskiej do Polski biliśmy się za sprawę Francji i własną. Bonaparte dał nam mniej niż oczekiwaliśmy, czyli Księstwo Warszawskie, które wkrótce runęło wraz z cesarzem Francuzów. Paradoksalnie Królestwo Polskie wskrzesił car Aleksander I w 1815 roku. Co prawda niesuwerenne, bo zależne od Rosji (asymetryczna unia personalna z elementami unii realnej), ale jednak odrębne państwo polskie – z polskimi urzędami, sejmem, wojskiem, pieniądzem, cłami, językiem itp.

Car w Rosji był władcą absolutnym, a w Polsce królem ograniczanym przez konstytucję. Jasne, że ją łamał, ale który inny naród na kontynencie miał wtedy jakąkolwiek konstytucję? Żaden. Szansy tej, by wadząc się z carem raz poszerzać przestrzenie wolności, raz spowalniać ich ograniczanie i czekać na właściwy moment upomnienia się o suwerenność nie wykorzystaliśmy. Gdy wybuchło Powstanie Listopadowe, a polski sejm zdetronizował cara - jeden tylko człowiek wstał i krzyknął: – Zgubiliście Polskę! Był to książę, Adam Jerzy Czartoryski, były już minister spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego, a polski patriota i pragmatyk, który wiedział, że z Rosją trzeba grać, choć niekoniecznie ją kochać. 

Nowoczesna dyplomacja 

Wiek XIX i walkę o niepodległość Polski naznaczono dwiema tradycjami. Z jednej strony romantyczny duch powstańczy i rewolucyjny, z drugiej polityczny pragmatyzm obliczony na uzyskanie jak największych wpływów w gospodarce, kulturze, władzy. Symbolem tego pierwszego są nieudane powstania narodowe – szczególnie te wielkie – listopadowe i styczniowe. Wybuchały w złym momencie, były źle przygotowane i prowadzone, przynosiły ciężkie represje i utratę już wywalczonych swobód, a nade wszystko niosły śmierć najzdolniejszych patriotów.

O ile Powstanie Listopadowe, które przerodziło się w regularną wojnę polsko-rosyjską miało niewielkie szanse na odniesienie sukcesu, o tyle styczniowe było czystym szaleństwem i nawet najwięksi fascynaci tego zrywu przyznają, że nigdy nie miało żadnych szans.

Dla nas, jako Wielkopolan ważniejsza jest tradycja pracy organicznej obliczonej na wzrost gospodarki i kultury narodowej, a także uczestnictwa w życiu państw zaborczych. Kierowanie się rozumem nie sercem, rozwój nie stagnacja, czekanie na właściwy moment zamiast "wyrywności". Symbolem tej postawy jest zegar na pałacu generała Dezyderego Chłapowskiego w Turwi – czas to pieniądz, bo wolność kosztuje. Dalekie to od szabli i krwi oraz hasła „Za wolność naszą i waszą”. Uznano, że polskiej krwi jest zbyt mało i jest zbyt cenna, by dać się prowokować. Lepiej było rozmawiać – przy winie, cygarach, na salonach. Tak rodziła się polska nowoczesna dyplomacja. Oczywiście sprawa polska żyje na dworach i w parlamentach krajów europejskich dzięki księciu Adamowi Jerzemu Czartoryskiemu. Zakłada on w Paryżu polski ośrodek Hotel Lambert. Całą Europę oplata siatką kurierów, emisariuszy, delegatów. Pisze memoriały, organizuje wysłuchania, zapraszany jest na audiencje. Możni europejskiej polityki witają go jak króla nieistniejącej Polski. Robi to za własne pieniądze. Sprawa polska przetrwała cały wiek XIX. O Polsce nie zapomniano. 

I wojna światowa 

I wreszcie nastał początek XX wieku. Rozwój prasy i partii politycznych stworzył nowoczesne społeczeństwo, również na ziemiach polskich. Rozwinęły się - ruch narodowo-demokratyczny, ludowy, socjalistyczny, chadecki, a wraz z nimi różne pomysły na odbudowanie niepodległości, wiązane często z koniecznością reform społecznych. Społeczeństwo wyszło z długiej nocy po represjach powstania styczniowego. Na scenę dziejową wkroczyli Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Wojciech Korfanty, Wincenty Witos, Ignacy Daszyński.

Sytuacja międzynarodowa dojrzała do wojny światowej. Spełnił się sen Mickiewicza z wołania o wojnę powszechną  między zaborcami. I tak, jak w wieku XIX były dwa nurty – romantyczny i pragmatyczny, tak samo w  trakcie  I wojny światowej na dwa główne  sposoby widziano sprawę polską. Pierwszy, Piłsudskiego, by opierać się o Niemcy i Austro-Węgry, a przeciw Rosji. Drugi, Dmowskiego, by opierać się na Rosji, Francji, Wielkiej Brytanii, a przeciw Niemcom i ich sojusznikom. Ci pierwsi wydają słynne brygady legionowe. Drudzy mają korpusy polskie w Rosji i Błękitną Armię Hallera we Francji. Obóz Piłsudskiego stawiał na Niemcy i się przeliczył. Obóz Dmowskiego postawił Polskę w gronie państw, które wojnę wygrały.

Olbrzymie znaczenie w polskiej drodze do niepodległości miał Komitet Narodowy Polski w Paryżu, którego prezesem był Roman Dmowski, i w którym przeważali politycy narodowej demokracji. Komitet zgodnie z zamysłem Dmowskiego pełnił rolę nieformalnego ministerstwa spraw zagranicznych nieistniejącej na mapach Polski. Mówiąc dzisiejszym językiem, był to swoisty „gabinet cieni wirtualnego państwa”, jednakże o realnym wpływie na sprawę polską, bo wpływowi politycy Rosji, USA, Wielkiej Brytanii i Francji, traktowali Dmowskiego tak, jak kilkadziesiąt lat wcześniej Czartoryskiego. Endecy mieli też olbrzymi mandat zaufania polskiego społeczeństwa. To ich posłowie dominowali w Kołach Polskich państw zaborczych, a sam Dmowski stał na czele Koła Polskiego w Dumie w Petersburgu. 

Rada Regencyjna

Ważnym momentem było powołanie przez Niemcy 12 września 1917 Rady Regencyjnej Królestwa Polskiego na czele z arcybiskupem Aleksandrem Kakowskim. Choć jej kompetencje były ograniczone i zależne od Niemiec, to jednak była polską władzą, a swe zwierzchnictwo przekazała w listopadzie 1918 roku Józefowi Piłsudskiemu. Milowym krokiem do niepodległości było orędzie prezydenta Stanów Zjednoczonych - Woodrowa Wilsona ze stycznia 1918, w którym zapowiedział odrodzenie Polski. To właśnie w październiku 1918 roku Rada Regencyjna, powołując się na orędzie prezydenta USA, proklamowała powstanie niepodległego Państwa Polskiego.

We wszystkich zaborach poszczególne polskie ugrupowania polityczne zaczęły tworzyć własne namiastki polskich rządów. I tak, w Krakowie powstała Polska Komisja Likwidacyjna z Wincentym Witosem na czele, w Lublinie złożony z socjalistów Tymczasowy Rząd Republiki Polskiej w Lublinie z Ignacym Daszyńskim na czele. Obydwie rządowe efemerydy występowały przeciw Radzie Regencyjnej, toteż ta przekazała władzę Józefowi Piłsudskiemu. Ten z kolei widział Daszyńskiego jako premiera, ale nie chciała tego endecja, więc premierem został - Jędrzej Moraczewski. Nie ostatecznie. By pogodzić Piłsudskiego z Dmowskim, w 1919 roku na czele rządu stanął - Ignacy Jan Paderewski. 

Wielkopolska 

Odrębną historią jest Wielkopolska, była dzielnica pruska, która od listopada 1918 roku do sierpnia 1919 roku rządziła się sama, jak odrębne państwo, a na jego czele stała Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu - kierowana przez ks. prałata Stanisława Adamskiego. Na nic by się zdały te wszystkie rządy i polityczne rozgrywki, gdyby nie uznanie międzynarodowe odrodzonego Państwa Polskiego. O to w długich i trudnych negocjacjach zadbali delegaci pełnomocni RP na Konferencję Pokojową w Wersalu – Roman Dmowski i Ignacy Paderewski. To ich podpisy widnieją na Traktacie Wersalskim z 28 czerwca 1919 roku i przywracają istnienie Polski na mapach, jednak jeszcze bez pewnych granic.

W latach 1919- 1921 toczy się walka o terytorialny kształt Rzeczpospolitej. Powstanie Wielkopolskie, Powstania Śląskie, plebiscyty na Warmii i Mazurach, wojna z bolszewikami ze słynną Bitwą Warszawską z sierpnia 1920 roku, uznaną za jedno ze zbrojnych starć, które zadecydowało o losach świata.

Data to tylko symbol

Polska  nie powstała nagle 11 listopada 1918 roku. To tylko urzędowa data – symbol. Odzyskanie niepodległości było skomplikowanym procesem walki dyplomatycznej i militarnej. Walczono z zaborcami – co najbardziej oczywiste, ale też z sojusznikami, których interesy częściowo pokrywały się z Polskimi, a częściowo były im przeciwne. Wreszcie polscy politycy walczyli między sobą, bo mieli różne wizje sposobów odzyskiwania niepodległości i tego, jak ta nowa Polska ma wyglądać. Widzimy, jak bardzo to aktualne również dzisiaj. 

Przemysław Pawlak – historyk, na co dzień szef biblioteki w Gostyniu 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy